RSS
środa, 29 sierpnia 2007
136 dni w bawarskiej stolicy

Bardzo szybko nadszedl czas podsumowan:

5 miesiecy bez tygodnia, 6 referatow, 3 prace zaliczeniowe, 2 nowe prawdziwe przyjaznie, 2 mieszkania.

ZNAJOMI z Wloch, Wegier, Czech, Hiszpanii, Holandii, Finlandii, Szwecji, Turcji, Maroka, Indii, Montenegro, Ukrainy, Rosji, Francji, Gruzji, Izraela, Wenezueli, Chin, Rumunii, USA, Kanady i jakzeby inaczej z Polski (Krakowa, Lodzi, Wroclawia, Warszawy).

TURYSTYKA:

Zaliczone wycieczki w: Alpy, do Neuschwanstein, Linderhof, Regensburga, Passau.

ZYCIE KULTURALNE:

Wizyta w operze, katedrze Najwietszej Marii Panny, Pinakotekach, Englischen Garten, palacu Nymphenburg.

ZYCIE TOWARZYSKIE:

Niezliczone i najrozniejsze imprezy od Kastenlaufu, przez Nacht Galerie, OlyDisco, Kunstfabrik, Mad Max, pomniejsze imprezy urodzionwe, StuStaCulum, Tollywood, Frühlingsfest, Biergarteny az po All You Can Drink Party. A do tego tysiace nocy nieprzespanych we wlasnym pokoju i 4 milych wspollokatorow.

GASTRONOMIA:

Okolo miesiaca grilowania, kilograma zjedzonych i spalonych parowek, litrow wypitego alkoholu (oczywiscie tylko w celach zasmakowania tradycji), okolo 10 kilogramow pasty przyrzadzonej na rozne sposoby i tylez samo pudelek tiramisu. Smakowanie kuchni chinskiej, rumunskiej, bawarskiej, tureckiej, rosyjskiej, wloskiej.

NAUKA:

Niezliczone odwiedziny w bibliotekach, miliony godzin spedzone w czytelni, codzienne wizyty w salach z komputerami, 4 osoby, ktore na dlutej uzyczyly mi kompa (za co serdecznie dziekuje), 6 kursow na uczelni, jakies 5 kilo wiezionych do Polski kserowek i notatek.

W WOLNYM CZASIE:

Treningi Thairobicu, Fitnessu i jogging wokol Olyparku, opalanie sie przy fontannach, jak i w Olizentrum, czytanie gazet w Englischen Garten, aaa... randezvous ;)

KRONIKA PRZYPADKOW SZCZEGOLNYCH:

* jeden wyjatkowo szczegolny Sardynczyk :*
* zgubione i znalezione klucze
 *spanie na przystanku metra
*przypadkowi kolesie, ktorzy robili sobie ze mna zdjecia na Marienplatzu
*nieopatrznie rozdawany numer telefonu
*spotykanie znajomych Denisa w calym Monachium
*policja, ktora w ostatnich dniach pojawiala sie zawsze tam, gdzie ja
* oswojenie sobie paru Niemcow
* spotkanie z Orhamem Pamukiem- noblista literackim

Pewnie bylo tego jeszcze wiecej, ale trudno sobie wszystko przypomniec. W kazdym razie Monachium na zawsze pozostanie w mojej pamieci jako miejsce, ktore rozwinelo moje skrzydla a przy tym poszerzylo znacznie przestrzen zyciowa, gdzie dostrzeglam piekno roznorodnosci i inne (poza rozem) kolory swiata. Jednoczesnie zrozumialam jaka role ma przyjazn i tu dziekuje Ance i Karolinie. Uswiadomilam sobie jak wazne jest, zeby wiedziec kim sie jest i miec odwage podejmowac nowe wyzwania. Zawsze mozna na tym tylko zyskac. I w koncu ciesze sie, ze mialam tak silne wsparcie z waszej strony: Lolk, Lukasho, Lisico, Katarzyno, Czeko, Alu, Mariolu,Witku, Pawle (kolejnosc przypadkowa). Dzieki wam nie mialam szans, zeby zapomniec o tym, ze gdzies sa ludzie, ktorym na mnie zalezy. Ten czas sprawdzil, w kogo tak naprawde powinnam "zainwestowac" i kogo nazywac przyjacielem.
Poza tym otrzymalam niezwykly dar patrzenia na pewna osobe z duza dawka cierpliwosci, sentymentu, wyrozumialosci i na szczescie przekonalam sie, ze nie jest on idealem, co potwierdza teorie ludzkosci, ze nie ma takich przypadkow (a jesli juz to napewno nie wystepuja wsrod facetow).

Zatem semestr letni 2006/07 uwazam oficjalnie (narazie ja, nie moja uczelnia) za ZAKONCZONY.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Ostatnie chwile z Monachium
Prace napisane czyli wstepny plan mozna uwazac za zakonczony. Teraz tylko oczekiwanie (mam nadzieje, ze w miare krotkie) na wszystkie wyniki. Zapewne nie obejdzie sie bez tysiaca maili i przypominania, ze terminy nagla´, ale tak to juz jest z tempem niemieckiej biurokaracji. Pewnie nawet mail odczytuja w okreslonych godzinach i to co dziesiaty przychodzacy (jak w tych konkursach), wiec moze uda mi sie byc szczesliwcem. Teraz jeszcze zakupy i setka formalnosci. I w zasadzie moje rozwazania na temat zapakowania sie w plecak, ktory moze jest dobry na dwutygodniowy oboz, ale nie na pomieszczenie pieciomiesiecznego dorobku. Heh niech beda blogoslawione te beztroskie monachijskie dni bez myslenia o czymkolwiek.
piątek, 24 sierpnia 2007
Caro&Kaja´s Team - the last Chapter

Chcialoby sie powiedziec, ze wszystko co dobre ma koniec. Mam nadzieje, ze to porzekadlo stosuje sie rowniez do moich prac.

Kaja wlasnie wsiada do autobusu i wraca do Polski... i co jak zwykle do konca imprezy zostaje sama :P Ehhh tak naprawde fakt ten wprowadzil troche smutku w to niekonczace sie beztroskie zycie Erasmusa.

Zatem Kaju jesli bedziesz to czytala, to dziekuje za:
wspolne imprezy
rozmowy powazne i te mniej tez
dobre rady
wspolna noc
sen, ktory zastal nas na Haltestelle
gubienie i znajdywanie drogi
sluchanie i usmiech, ktorego teraz bedzie mi brakowalo...

A tak poza tym zeby nie konczyc dramatycznie to ciesze sie, ze jeszcze duzo wspolnych spotkan i erasmusowych wspomnien przed nami:)

Viel Erfolg mit den Examen.

środa, 22 sierpnia 2007
Chiński dla zaawansowanych
Czekałam na ważną przesyłkę jakieś dwa tygodnie. Nie przychodziła... Zatem głowiłam się:
że może skrzynka za mała;
że zły adres;
że w akademiku sprawdzają najpierw czy ta osoba jest właścicielem pokoju (taaaa przy jakiś 300 mieszkańcach...);
że ktoś ukradł...
I co?

Po dwóch tygodniach puka do mnie Chińczyk i daje paczkę. Oczywiście nie mówi po niemiecku, więc nie wiem co się z nią przez ten czas działo, ale przesyłka i tak straciła swoją ważność, więc co to za różnica. I zrozum tu Chińczyka.
sobota, 18 sierpnia 2007
Olimpiazentrum 21:41 Cafe Internet

Musialam wyjsc z mojego pokoju. Nade mna jakis Arab nie szczedzi swoich strun glosowych na rozmowy przez telefon. Wlasciwie to on caly czas rozmawia przez telefon tonem takim jakby planowal conajmniej drugi zamach z 11 wrzesnia. Moze powinnam powiadomic policje o moich podejrzeniach... Naprzeciwko Chinczycy co drugi dzien robia imprezy jak u nas za czasow komunizmu czyli wszyscy znajomi jakies sake i pewnie pies na talerzu. Wiem to ironiczne co pisze, ale nie moge zniesc szczekania tych ludzi za sciana. Poza tym wygladam za okno a tam Chinczyk za Chinczykiem i ta paranoja sie nigdy nie konczy.

Przez jakis czas zastanawialam sie tez czy ktos nie naduzywa to zbytnio perfum, ale jak sie okazuje to tylko odsiwezacz powietrza. Ludzie, ile mozna tego rozpylic w jednej minucie?? Nie wiem jak ktos moze spedzac tu wiecej niz jedna godzine.

Dlatego Caro inwestujac w swoje zdrowie fizyczne a przede wszystkim psychiczne zaklada zaraz mp3 na uszy i biegnie do parku obyc rytualny jogging.

Zatem Drogi Czytelniku prosze i wyrozumialosc, gdyz nastaly czasy kiedy Caro nawet nie codziennie przesiaduje na Internecie. Ale byc moze juz tylko kilka dni i znow zasiadzie w swoim szarym fotelu w pokoju na osiedlu Piastow (a czas ten nieuchronnie sie zbliza). Narazie pozdrawiam wszystkich.

sobota, 04 sierpnia 2007
Notka dedykowana panom od porąbu drzew
7.00 rano... równie dobrze mogłam wcale nie kłaść się spać, bo 4 godziny snu wcale nie gwarantuje dobrego samopoczucia następnego dnia...przychodzą panowie rozkładają sprzęt i co...robią... 10.34 panowie zrzucają drewno na swoją przyczepę...gdyby ktoś mi powiedział, że od budowy chodnika przejdę do rąbania drzew to wolałabym spać na dworcu... Sęk w tym,że oni zaczynają wcześnie a popołudniu już nic się nie dzieje.Heh pokój na pierwszym piętrze to jakaś pokuta za wszystkie złe uczynki monachijskiego okresu...
piątek, 03 sierpnia 2007
Pożegnania

Jest nas coraz mniej, ostali się nieliczni... i co jeszcze najfajniejsi Włosi już wyjechali :( 

Odprawiajmy modły o szybkie napisanie prac Caro, bo bez śródziemnego klimatu w Niemczech trudno będzie przetrwać.

Just another girl with a dream in her heart
Wanna make a new start with a fire inside of her
She had to go
She couldn’t stay around, everybody let her down
Stole the light and the life and the child inside of her
She’s so alone
Running for the train
Take her far away from everything she knows
And the way they make her feel
She leaves today
Never look back never lose track already strong
She’s seen too much at seventeen
The past will fade with the future that she craves
Carolyna you travel so far
Trying to escape the pain, start again where you are
Carolyna you keep following your star
Nobody said you’re beautiful, you’re beautiful the way you are
Finally you’re free where you long to be
But it won’t take long till hits reality
The streets are cold
Big, bad city gonna eat you up
Hard to survive, hard to keep your sanity
Still feeling low
But she’s never going home
Carolyna you travel so far...
She tries to rest
All she needs is a warm caress
All she wants is happiness
Carolyna you travel so far...
So beautiful the way you are
So beautiful the way you are
Carolyna you travel so far...

środa, 01 sierpnia 2007
Znajomosci z poczekalni

U koordynatora Erasmusow w naszym instytucie czujesz sie zawsze jak w poczekalni u lekarza. Po pierwsze zapisow nalezy dokonywac przynajmniej tydzien wczesniej i dostajesz swoje 5 cennych minut z calej godziny, ktora przysluguje studentom na konsultacje. Niestety bywa i tak, ze jakis zywo zaangazowany w rozmowe student zajmie twoje 5 minut i wtedy coz nie ma, ze Ty chciales, ze czekales, ze nie masz czasu...NIE!!! Dzis w korytarzu przysposobionym dla gosci spotkalam kolege, ktory wrocil z Hiszpanii (Barcelony). Oczywiscie wydalo mi sie dziwne, ze bardzo chcial rozmawiac (wersja Niemca po roku spedzonym w cieplym kraju). Wymienilismy swoje doswiadczenia, ponarzekalismy jakie to problemy maja Erasmusi i poczulam sie jak w domu. :D Jedna zyczliwa, majaca te same klopoty co ja osoba. Ehhh jak to dobrze spotkac kogos, kto rozumie twoje obawy i potrafi dobrze poradzic. Co wiecej kolega ten, ze Instytut Socjologii w Monachium nazywany jest przez Niemcow - Irrenhaus.

Willkommen am Institut für Soziologie

Oznacza to nie mniej, nie wiecej jak dom wariatow lub odosobnionych przypadkow. Faktycznie podczas tych 4 miesiecy spotkalam tam wielu specyficznych ludzi i nad calym budynkiem unosila sie aura ekscetryzmu. Wiec mozna powiedziec, ze przezylam dom wariatow :), ale odkrylam tez inne kolory niz roz, wiec chyba takie doswiadczenia byly potrzebne.

poniedziałek, 30 lipca 2007
Pod nowym adresem

Piec transportow tam i spowrotem, tony ciuchow, kosmetykow, jedzenia i zamieszkalam w Olimpiazentrum. Ostatni miesiac w Monachium przezyje w pieknej, bo zielonej i sportowej okolicy i moim malym jednoosobowym pokoju z reszta w spadku po Ance. Z jednej strony ma to plusy takie jak zapraszanie gosci o kazdej porze bez skrepowania, nauka bez pokusy ogladania tv albo porozmawiania z kims, wysypianie sie, bo nikt nie gotouje o 2 w nocy, ale... Wlasnie jest chyba tez duzo negatywow, bo tak naprawde nie potrafie zyc totalnie sama. Nie umiem zamknac pokoju i powiedziec swiatu do zobaczenia. Czyli poczuje sie troche jak pustelnik  odbywajacy swoja medytacje w zamknieciu. Poza tym Bogdan z dziewczyna wyjezdzaja juz jutro do Bremen, wiec w starym mieszkaniu pozostaje masa Chinczykow i Denis :D Niestety obecnie za sciana rowniez granicze z Chinczykami, ktorzy (jak mialam okazje sie przekonac) wykonuja cos na wzor mini playback-show:puszczaja na full muzyke i spiewaja, rycza i nie wiem jak jeszcze to nazwac. Jednym slowem moje uprzedzenia do tej narodowosci moga tylko sie poglebic. Co wiecej w nowym pokoju mam jeszcze wiele rzeczy Anki, wiec obecnie wyglada to na wielki magazyn z babskimi ciuchami.

Co wiecej Erasmus oficjalnie dobiegl konca. Ludzie powoli rozjezdzaja sie do swoich krajow. Jednak kazdy teskni za tym co domowe, za wygoda, za ugotowanym prawdziwym obiadem, przyjaciolmi i powietrzem, ktore calkiem inaczej smakuje. Mam coraz wiecej mysli, coraz bardziej staje sie pewna siebie i chyba spostrzegam w sobie zmiany, chociaz to nie mi przyjdzie oceniac. Bardzo tez tesknie i to chyba najwiekszy problem, ale moze dojrzalam bardziej do tego zeby tak tesknic...

poniedziałek, 23 lipca 2007
Blond zycie

Moje zycie bez problemow, dziwnych sytuacji i zbiegu przypadkow nie moznaby nazwac zyciem Caro. Nie wiem jakim cudem i chyba ciagle jestem pod oslona jakis tajemniczych sil wspierajacych moje nietuzinkowe dzialania, ale zawsze wychodze z tych opresji z dodatnim wzglednie neutralnym bilansem.

Impreza pozegnalna dla Erasmusow zakonczyla sie w niedziele nad ranem (prawie jak druga studniowka). Pod haslem "All you can drink" chcielismy ostatni raz (w takiej grupie) razem zrobic wielkie Feierparty. Niektorym udalo sie przezyc bez wiekszych obrazen, inni podpierajac sie scian starali uchwycic niezmienne prawo grawitacji. Cala idea polegala na tym, ze po kupieniu wejsciowki mozna bylo pic do oporu. Niestety ci, ktorzy zbyt doslownie wzieli sobie do serca to przeslanie musieli zmagac sie z licznymi zaburzeniami ostrosci widzenia. Moja wersja spedzenia tego czasu polegala na wypiciu kilku kieliszkow tequilli i zorientowaniu sie po jakims czasie, ze nie mam  przy sobie kluczy do domu. Pewnie nic by sie nie stalo gdyby nie fakt, ze byla to juz wczesna niedziela i nasz dozorca nie pracowal a druga sprawa to oplata czyli jakies 100 euro za wymiane zamka u drzwi w ostatnim tygodniu mojego pomieszkiwania na Felsennelkenanger. Zatem po zaalarmowaniu moich przyjaciol o zaistnialym problemie razem zaczelimy poszukiwania. Jak mozna sie domyslic kluczenie pomiedzy wstawionymi ludzmi i butelkami po piwie nie bylo rzecza najlatwiejsza. W zasadzie chyba po pol godzinie nawet ja zrezygnowalam (napotykajac kolejnych partnerow do tanca) z dalszych poszukiwan. Plan rysowal sie tak: zostac do konca i poszukac kiedy wszyscy sie rozejda. Chyba byla to najdluzsza impreza jaka przetanczylam do 6 nad ranem. Nastepnie wraz z kolega, ktory bardzo staral sie w jakis sposob mi pomoc rozpoczelismy przekopywanie plastikowych kubeczkow i butelek walajacych sie w kaluzach po piwie. W takiej roli jeszcze sobie siebie nie wyobrazalam! W tym czasie odnalazlam mase bizuterii, dlugopisow, kurtke, torebke, fajki ale nie moje drogocenne klucze. Pomyslalam wiec: jesli ktos nie zabral ze soba srebrnego piersionka czy wisiorka to po co mu byly akurat moje dwa biedne klucze? I tak watpiac w jakakolwiek mozliwosc wyjscia z tej sytuacji przysiadlam zrezygnowana na murku, bo co mi pozostalo: spanie na klatce schodowej az moi wspollokatorzy sie nie obudza a pozniej wegetowanie w kuchni w oczekiwaniu na otwarcie biura dozorcy albo spanie na lawce w rzeczonym klubie. Obie wersje niezwykle interesujace. Jakims cudem (bo klub praktycznie opustoszal)pojawil sie kolega, ktory zapytal co sie stalo. Po kilku minutach zaproponowal miejsce w jego domku i zeby nie bylo mial dwa lozka na roznych pietrach. Zatem wrocilismy razem i chyba do 8 rano sluchalam opowiesci jego zycia choc momentami odpowiadalam juz przez sen. Jednak rano nastapila kontynuacja z pokazem pamiatek z Krakowa, wiec duzo ciekawych rzeczy o tej osobie sie dowiedzialam. Nastepnego dnia juz w klubie okazalo sie, ze moje klucze przez cala impreze oczekiwaly schowane w kasie . Niestety kazdy byl tak wstawiony, ze jakos nawet organizatorzy o tym fakcie zapomnieli. I tak kolo 19 po milej rozmowie z kolega moglam wrocic do domu. To byla chyba najdluzsza impreza w moim zyciu i jakos nie zyczylabym sobie powtorki. Jednakowoz sa tez plusy:
a)bede bardziej uwazala na moje rzeczy
b)poznalam nowa osobe albo poznalam ja od nowa i okazalo sie, ze jest bardzo dobrym czlowiekiem
c)nie zapomne kazdej imprezy, na ktorej tu bylam, bo zawsze cos sie dzialo
d)doswiadczylam pomocy i sama jestem do niej teraz sklonna
e)porownujac niektorych facetow wiem, ze dobrze wybralam

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5